czółno 9 metrowe

Moje pierwsze czółno mierzy dziewięć metrów długości i wykonane jest z topoli białej. Potężne okazy tego gatunku rosną na żyznych gruntach wiślanego międzywala. Po wysuszeniu jest to drewno lekkie, niełamliwe, o włóknistej strukturze oraz dość odporne na warunki atmosferyczne. W stanie świeżym bardzo łupliwe wzdłuż włókien. Na zalewowych terenach rośnie wiele gatunków topól, osik i ich mieszańców osiągających nierzadko rekordowe rozmiary. Oglądany kloc miał u podstawy w miejscu cięcia ok 1,5 m średnicy, a całe drzewo do 35 m wysokości. Do właściwego wykorzystania zostało odcięte ok. 10 mb pnia i trzeba tu dodać, że jego przekrój nie był okrągły a owalny na znacznym odcinku od podstawy. Aby przetransportować tego kolosa najęto specjalną lawetę, rolniczy ciągnik oraz ładowarkę Katepiler do za i rozładunku – kloc ważył zapewne kilka ton i nie obeszło się bez poważnych kłopotów w transporcie. Po rozładunku na miejscu na drewniane podkłady wyglądał co najmniej groźnie i trzeba było nie lada wyobraźni aby widzieć w nim przyszłą łódź. Znajomi i rodzina łapali się za głowy gdy zdradziłem co zamierzam z tego wykonać. Żona komentowała krótko: „życia ci braknie zanim to zrobisz”, a jej również krótko: „i ty Brutusie przeciw mnie?”. I tak się zaczęło wiosną 2010 roku. Na zdjęciach w galerii widać na czym w początkowym stadium polegała praca. Pokazałem też wszystkie chyba narzędzia, które na tym etapie były używane, (aby zobaczyć dalszy proces powstawania czółna oglądaj całą galerię).

Dodam jeszcze kilka zdań o kłopotach które pojawiły się w trakcie pracy. Pierwszy kłopot to zwątpienie w sens tego przedsięwzięcia po zagadkowym kiwaniu głowami przez moich znajomych (na szczęście z wrodzonej chyba grzeczności nie pukali się w głowę, a przynajmniej w mojej obecności), a zarazem utrata wiary w swoje możliwości. Postanowiłem więc poszukać fachowców, którzy chcieli by za uczciwe wynagrodzenie ten mój pomysł zrealizować. Nawet znalazłem wstępnie zainteresowanych ale gdy stanęli przed tą 10 metrową ogromną kłodą i dowiedzieli się co mają z niej zrobić raczej zgodnie stwierdzali… Boże Narodzenie nas przy tym zastanie, a był koniec maja. Aby wyjść z tego dołka przyjąłem założenie, że jednak będę działał sam ale nie będę się spieszył i nie ustalam żadnego terminu końcowego. Nie będę reagował na żadne krytyczne ani tzw. dobre rady. Na chwile zwątpienia zaś mam odpowiadać: stary, pokaż co jeszcze potrafisz – i przystąpiłem. Na dobry początek miałem piłę spalinową i elektryczną oraz dwie siekiery itp. Już w drugim dniu przytępiły się łańcuchy w piłach więc pojechałem naostrzyć. Po jednym dniu nacinania znów przytępiły się. Ostrzenie pilnikiem pomagało na krótko. Sprawa stała się jasna – potrzebna własna ostrzałka. 20 km w jedną stronę plus 200 zł i po kłopocie i jeszcze trzeba nauczyć się ostrzenia. Pracujemy dalej. Moja niby ciężka siekiera okazuje się za lekka i mimo starannego ostrzenia nie chce „chwytać” się drzewa. Wnioskuję, że jest z byle jakiej stali więc kupuję dwie kolejne różnej wielkości siekiery. Te są o niebo lepsze i zaczyna przybywać trocin, drzazg a co gorsze również bąbli na dłoniach. Dowiaduję się też gdzie mam umiejscowione poszczególne mięśnie a zwłaszcza rąk. Nadeszły wkrótce 30 stopniowe upały, na przemian z ulewami. Dla wyrównania tempa zażywałem południowej sjesty i wzmacniałem się domowej roboty czerwonym winem z dodatkiem mineralnej. Napój ten gasił pragnienie, dodawał siły i polepszał nastrój cieśli okrętowego, bo tak nazwałem mój nowy fach. Gdzieś tak po tygodniu przestały boleć kości przyszedł apetyt a nocą zdrowy sen. Bąble na dłoniach zamieniły się w twarde placki i zarysowały się mięśnie ramion, barków i klatki piersiowej. Jednym słowem stary odmłodniał i mimo dawno minionej sześćdziesiątki dostał krzepy i wigoru. Powyższą metodę fizycznego odmłodzenia się jako empirycznie sprawdzoną  gratis polecam.

Inne zagadnienia – schnięcie i pękanie drewna

Po obrobieniu boków dna i wnętrza,  w porze letniej następuje gwałtowne wysychanie i związane z tym pękanie drewna. Pozostawienie wykonanego wyrobu w pełnym słońcu jest raczej niedopuszczalne gdyż może on jeszcze dodatkowo się zdeformować. Jak postępowałem wobec tego? Wspomniałem już chyba wcześniej, że moja topola została wycięta wiosną już po zaciągnięciu soków co oznacza łatwiejszą obróbkę ale problemy z wysuszeniem. Pracowałem zasadniczo w cieniu  sosen i dębów a tylko ok 1,5 godz operowało pełne słońce. Było wówczas upalne ale deszczowe lato i dość często materiał polewany był z chmurek. Kiedy nie padało kilka dni, polewałem wodą z kranu . Wielokrotnie były takie sytuacje, że wewnątrz czółna było pełno wody i tak pozostawiałem nawet na  2-3 dni. Najbardziej  wrażliwe na pękanie są cięcia  prostopadłe do długości czyli rufa i dziób  a wewnątrz grodzie. Kiedy zauważałem drobne spękania malowałem te fragmenty dość gęstą farbą emulsyjną nawet kilkakrotnie na rufie.Gdy mimo tego rufa czółna zaczęła dzielić się na dwie połowy, ścisnąłem je długą śrubą wykonaną z pręta 12mm, przewiercając otwory w burtach. Element ten pozostawiłem. Może on kiedyś przydać się do zakotwiczenia, holowania czy podnoszenia łódki. Pozostawiona grubość burt wynosiła 6-8cm a dna nieco więcej. Jesienią wykonywałem jeszcze drobne wyrównania  ze wszystkich stron a na zimę wprowadziłem dzieło do warsztatu ogrzewanego metalową „kozą”.

Prace zimowe

Ponieważ zewnętrzna strona czółna była niemal gotowa jako łatwiejsza do wykonania, na zimowe dni pozostawiłem wnętrze. Należało teraz uzyskać ostateczną grubość burt i dna. W praktyce oznaczało to 2-3 cm urobku na ścianach i dnie. Dużo pracy przysporzyły pozostawione z calizny grodzie a szczególnie wykończenia na styku z burtami i dnem. Teraz materiał był też znacznie przesuszony czyli włóknisty i zwarty w swej strukturze. W dalszym ciągu podstawowe czynności to nacinanie piłą łańcuchową i odłupywanie cieślicą siekierą  i specjalistycznymi dłutami. Aby łańcuchowa piła nie wcięła się za głęboko przykręciłem do prowadnicy obustronnie drewniane nakładki wiercąc w niej dwa otwory na śruby 6mm. Pozwalało to bezpiecznie nacinać na dowolną głębokość, ustalaną przesuwaniem nakładek. Długo nie mogłem  zdecydować się jak zakończyć część dziobową. Zostawiłem znaczny zapas litego drewna w tej części aby było w czym się wyrabiać. Po wielu rozważaniach i przypadkowym obejrzeniu wyścigów smoczych łodzi decyzja zapadła. To będzie smocza łódź. Któż jednak wie jak wycina się w drzewie głowę smoka? Czy to jest prawdziwa smocza paszcza  czy tylko taką udaje, niech ocenią inni.

Idź do Czółno 12 metrowe lub Czółna zabytkowe

Podziel się na:
  • Drukuj
  • Facebook
  • Twitter
  • Google Bookmarks