Spływy w 2011 roku

Relacje ze spływów Wisłą, Dunajcem, Wisłoką, Skawinką i Nidą.

W małej galerii przedstawiam: pierwsze pływanie w sezonie moim trzydziestoletnim pontonem, małą Sabinkę na wiślanej plaży, nowe czółno w obsadzie czterech wioślarzy i sternik (lato 2011) w celu sprawdzenia tego wynalazku, widok z nurtu Wisły na Opactwo Benedyktynów w Tyńcu podczas spływu Skawinką i Wisłą do Krakowa pod Wawel z Robertem, moje stare 100 letnie czółno – na Wiśle k. Szczucina przed spływem do Połańca uratowane przed biologiczną śmiercią (stąd jaśniejszy kolor dorobionych ławeczek)..i kilka związanych z wodą ciekawostek.

100 letnim czółnem po Wiśle.  Po gruntownej renowacji wspomnianego zabytku, na generalną próbę na wodzie wybrałem Wisłę. Wodowanie nastąpiło w Szczucinie w niedzielny poranek  ok 8.30 nieco poniżej mostu drogowego na trasie Kielce-Tarnów. Jest tam przystań WOPR i możliwość wodowania dość przyzwoita, obok magazyny przeciw powodziowe i wieża pomiarowa stanu wody podawanego w codziennych komunikatach IMGW. Jadąc od strony Tarnowa należy przed samym mostem skręcić w prawo i za chwilę jesteśmy nad rzeką. Na wyprawę zabrałem rzeczne wiosło pychowe o długości ok 2,5 m oraz 170 cm pagaj drewniany. Stan wody w rzece średni, plaże odsypy i płycizny zalane na tyle, że nie szorowałem dnem po piachu ale mogłem w wielu miejscach odpychać się od dna, co jest znacznie bardziej efektywne od ruchu wiosłem w wodzie. Doznania piękne, woda dość czysta o lekko cielistym odcieniu, no i ta szerokość rzeki na oko ok. 300 m robi wrażenie i każe zachować powagę oraz  szacunek. Moje czółno mierzy niemal 450 cm długości, szerokość ok. 70 cm i waga 100 kg przed wodowaniem – spisywało się rewelacyjnie. Tnie wodę i słucha wiosła nie bacząc zbytnio na zawirowania i cofki, których na Wiśle nie brakuje. Płynąc starałem się ścinać zakręty (meandry), których na tym odcinku jest sporo. Wszystko kosztem niemałego wysiłku, ponieważ nurt chodzi od brzegu do brzegu i ma swoją silę nośną. Brakowało mi natomiast tak licznych przy niskich stanach wody plaż, wysepek, odsypów nadających swoisty urok tej pięknej rzece. W miejscowości Słupiec przy prawym brzegu zatopiona barka, wykorzystywana jako stanowisko przez wędkarzy, a nieco niżej również przytopiony jakiś pchacz lub holownik rzeczny. Wzdłuż brzegów trochę wędkujących – pytani o efekty zgodnie na całym odcinku odpowiadają, że nic nie bierze. Z pokładu mojej jednostki widać jednak było, że ryba chodzi mimo południowej pory i intensywnego słońca. Odcinek ze Szczucina do promu w Glinach Małych na wysokości Połańca, trasą drogową w zasadzie wzdłuż Wisły liczy ok. 25 km, a myśmy tzn. ja i mój zabytek pokonali tą trasę w pięć i pół godziny przy średnim wysiłku. Profesjonalni kajakarze zapewne godzinę z tego czasu by urwali swobodnie. Podsumowanie. Na całej trasie w zasadzie jedna tablica kilometrażowa w m. Słupiec tj. 205 km oraz w krzakach mało widoczna 216 na wysokości wsi Górki. Gdzieś w połowie trasy przy lewym brzegu chyba pobieranie piasku z rzeki bo jakieś barki, koparki itp. Ok. 218 km rzeka rozdwaja się i słychać szum wody na spiętrzeniu w odnodze po prawej stronie. Płyniemy koniecznie w lewą odnogę wzdłuż dużej wiślanej wyspy. Przy niższych stanach wody rzeka płynie prawdopodobnie wyłącznie lewą szerszą częścią. Za wyspą daleko na horyzoncie pojawiają się obiekty elektrowni Połaniec, a nieco bliżej betonowa tama służąca jako podjazd do przeprawy promowej. Wymieniona tama kieruje nurt wody na środek rzeki tj. od prawego brzegu w lewo. Płynąc blisko prawego brzegu można wylądować w kąciku przy początku tamy ale nieco wcześniej uwaga ostroga z głazów. Jestem przy przeprawie promowej ok. 2 km od historycznego miejsca w miejscowości Połaniec (po lewej stronie) gdzie Naczelnik powstania Tadeusz Kościuszko ogłosił Uniwersał Połaniecki, uwalniający ludność chłopską od poddaństwa. Miała tu miejsce również koncentracja wojsk powstańczych przed generalnym starciem z moskalami. Po stronie prawej miejscowość Gliny Małe i ok 500 m dobrze zaopatrzony sklep spożywczy oraz droga powiatowa w kierunku Mielca. Na wymienionym odcinku rzeki kilka dużych plaż gdzie można wypocząć ewentualnie zabiwakować. Obiektów pływających nie spotkano tylko jedna dzika kaczuszka próbowała odciągnąć mnie od brzegu udając niesprawną – uderzała biedaczka skrzydłami w wodę i niby nie mogąc się poderwać do lotu kierowała się ku środkowi rzeki. Sympatyczny młody człowiek pomógł wyholować czółno z wody dalej na brzeg zaczepiając sznur do swojego quada i tak zakończyłem szczęśliwie kolejną przygodę z moimi wybrankami: wodą i przyrodą. stary retman.

Mój pierwszy spływ Nidą

Nidę przekraczałem setki a może tysiące razy ale mostem w Nowym Korczynie. Zawsze wydawała mi się z góry marną rzeczką nie zasługującą na wizytę takiego konesera jak ja. Gdy z internetowych opisów dowiedziałem się, że jednak ludzie nią spływają, postanowiłem spróbować lecz ciągle byłem pesymistą i wybrałem się ze starym trzydziestoletnim pontonem jeszcze z POLSPORT-u. Rozważając różne scenariusze na trasie nie wykluczałem pozostawienia go gdybym natrafił na większe płycizny uniemożliwiające płynięcie. Pierwsze założenie było aby rozpocząć w Wiślicy a zakończyć w Nowym Korczynie. W Wiślicy w pobliżu mostu nie było do rzeki dostępu a życzliwi ludzie z warsztatu obok doradzili podskoczyć parę kilometrów w górę do Chrobrza  (Chroberza) gdzie podobno dosłownie wczoraj uroczyście otwarto nową przystań. Tak też uczyniłem chociaż kilometrów było sporo więcej ale przystań rzeczywiście super.

Piękne miejsce przy moście, idealny dojazd, wielka chwała włodarzom tej miejscowości za to dzieło. I popłynąłem z wartkim nurtem całkiem malowniczą i niewąską rzeką, bardzo mile zaskoczony. Po niedługim czasie zaczęły się fajne zakola, meandry i różne wywijasy nurtu które bardzo mnie cieszyły. Zaczął się też już mniej sympatyczny wiaterek który spychał mnie i moje pływadło w swoją stronę, czyli często albo w stronę brzegu albo z powrotem. Musiałem więc chwilami dość konkretnie wiosłem pracować podziwiając zarazem finezyjne zakręty tej rzeczki dochodzące niemal do 180 stopni czyli prawie zawracania i to dosłownie co sto a najwyżej dwieście metrów. Takich cudów to jeszcze nie widziałem. Ciągle wypatruję widoku wiślickiej kolegiaty jako jedynego znanego mi punktu topograficznego w tym terenie. Kilka godzin minęło, wokół pustkowie, rzeczka wije się niesamowicie, ponton coraz bardziej woda znosi, ręce od machania pagajem przywiędły, a końca trasy nie widać. Byłem umówiony w Wiślicy na konkretną godzinę więc się poważnie  zastanawiam czy zdążę. Wreszcie zobaczyłem przed sobą w oddali Wiślicę ale za chwilę płynąłem w całkiem odwrotnym kierunku, później w bok, kolejny skręt  i tak bez przerwy.  Szczęście uśmiechnęło się do mnie jednak ponieważ po prawej stronie ukazała się tablica, że tu wypożycza się kajaki, obok była trawiasta łączka i dwaj tubylcy w wieku ok dwunastu może lat. Pogadaliśmy i dowiedziałem się gdzie jestem, że do miasta jeszcze kilka kilometrów, że obok jest wioska, sklep itd. Dobrze jest pomyślałem sobie – ponton na brzeg, powietrze w kosmos, zwinąłem sprzęcicho i na browarek do pobliskiego sklepu. Z nadmiaru wrażeń pozostawiłem na brzegu nowe wiosło, lecz przypomniałem sobie o tym w dniu następnym. Ewentualną próbę odzyskania pagaja odłożyłem w czasie mając zamiar zamiar jeszcze Nidą aż do Wisły popłynąć. Co na zakończenie? Nida rewelacyjna. Czysta dzika, płynąca naturalnym odludziem więc serdecznie polecam. Gdy szanowni spływowicze planować będziecie eskapadę po tej pięknej rzece to odległości między miejscowościami wg mapy drogowej pomnóżcie co najmniej przez cztery bo tyle kajakiem czy każdym innym sprzętem przepłyniecie ale naprawdę warto. stary retman

Spływ Wisłoką

Wisłoką spływałem wiele razy i różnym sprzętem W zasadzie dla pontonu kajaka czy kanadyjki dostępna jest i spływalna cały sezon, za wyjątkiem oczywiście sytuacji ekstremalnych tzn wysokich stanów wody. Tu UWAGA! Woda w Wisłoce przybiera gwałtownie a w ciągu doby może podnieść się nawet o 5-6 metrów co dla bywalców spokojnych rzek może być szokiem.  Staje się wtedy niezwykle groźna niosąc krzaki drzewa i wszystko co pozostawiono na brzegu. Planując biwakowanie  między wałami p powodziowymi warto słuchać komunikatów i prognoz pogody. Woda w Wisłoce gwałtownie przybiera i szybko opada ale po przejściu wysokiej fali wszystko jest zamulone aż do najbliższego rzęsistego deszczu. Opiszę pokrótce odcinek od Mielca do ujścia do Wisły. Jak dotychczas miasto Mielec liczące sobie ponad 60 tys mieszkańców odwrócone jest całkowicie czterema literami do tej ciekawej rzeki. Brak jakiejkolwiek przystani, slipu, informacji, zainteresowania władz miasta sportami wodnymi. Niemal cały odcinek brzegu w granicach miasta wyklucza wodowanie lub cumowanie czegokolwiek. Jedyny dojazd do wody to rejon tzw kładki do m. Podleszany a wodujemy się na styki z ujściem wielkiego kolektora ściekowego po gruzach i głazach. Aktualnie buduje się od strony miasta wały p. powodziowe i może przy tej okazji coś się zmieni. Sama rzeka  przy normalnym stanie wody płynie w kilkumetrowej głębokości kanionie porośniętym drzewami i krzakami w którym zdarzają się brzegowe wyrwy,  osunięcia skarp i zwalone drzewa. Najciekawszym przyrodniczo zjawiskiem  jest wielka ilość zatopionych w wodzie czarnych potężnych dębów. Dęby leżą wzdłuż nurtu, po skosie albo całkiem w poprzek i to na całą niemal szerokość rzeki tj 20 – 30 metrów. Niektóre wystają  ze stromego brzegu obcięte piłami przez mieszkańców. Przelewa się przez nie woda tworząc mini wodospady albo nurt odbija  od na wpółzatopionego kolosa skośnym bystrzem. Na dwudziestu kilku  kilometrach do ujścia rzeki jest kilka ładnych miejsc biwakowych. Nurt początkowo szybszy zbliżając się do Wisły zwalnia a brzegi się obniżają. Woda jest czysta a dno wyłącznie żwirowo piaskowe, zdarzają się też niewielkie plaże. Na całym odcinku nie zobaczymy żadnego budynku czy innego obiektu a tylko jeden most drogowy w m Gawłuszowice. Niemal nikt również rzeką nie pływa a tylko nieliczni wędkarze z niechęcią spoglądają na płynącego intruza.

© Copyright Stary Retman, All rights Reserved. Written For: PANTA RHEI
Podziel się na:
  • Drukuj
  • Facebook
  • Twitter
  • Google Bookmarks