Tanew jest urocza

Ósmego września wieczorem odnaleźliśmy ładne miejsce biwakowe nad Tanwią w miejscowości Stare Króle, tuż obok boiska sportowego. Cisza, spokój, jacyś wędkarze z ładnym szczupakiem w siatce i stary las obok a w nim drewno na ognisko. Cóż lepszego potrzeba wodniakom? Biwakujemy więc, palimy ognisko, sączymy domową rakiję j bardziej łagodną korzenną nalewkę jako niezawodne środki nasenne. Nalewki podziałały i wstaliśmy nieco później ale przecież nigdzie się nie spieszymy. Wodujemy swoje sprzęty pływające, czyli profesjonalny dmuchany kajak Zbyszka oraz mój tradycyjny sztywny szklak i wystartowaliśmy. Zbigniew jako bardziej rasowy kajakarz popłynął pierwszy i ślizgnąwszy się między pierwszą  dość łatwą przeszkodą z głazów i drzew oddalił się nieco. Ja wybrałem nieco inne przejście kokosząc się jeszcze w siodełku aż tu nagle fontanna wody pod dziobem kajaka aż go odrzuciło na bok i już siedzę na przytopio0nej kłodzie i przecieram oczy ze zdumienia nie mając pojęcia co się stało. Ochłonąwszy nieco wołam kolegę i roztrząsamy cóż to mogło być – pewności nie ma ale prawdopodobnie konkretna ryba i to rzędu dobrze ponad dziesięć a może około dwudziestu kilo. Tak przywitała mnie Tanew dziewiątego września 2012 roku, który to fakt polecam lokalnym wędkarzom do przemyślenia.  Mimo niskiej wody Tanew na odcinku do Harasiuk piękna, z mnóstwem zieleni do samej wody, przystaniami na brzegach, i różnorodnym zadrzewieniem tak na brzegach jak i w nurcie które to uroki starałem się uwiecznić na zdjęciach. Następna przygoda na szlaku była trochę inna a rzecz wyglądała tak: drugiego dnia gdzieś między Harasiukami a Ulanowem, troszkę już przemęczeni z utęsknieniem wypatrywaliśmy jakiegoś lokalu by napić się kawy lub coś przekąsić. Płynę pierwszy i widzę po lewej stronie drewniane przystanie a  ładny drewniany domek niemal zaprasza swoim wyglądem na brzeg. Cumuję więc kajak do pomostu, wychodzę ścieżką do góry, jest samochód, rower ładne ogrodzenie, weranda stół z jakimiś naczyniami, nie mam żadnych wątpliwości że to mały lokal nad wodą. Gdy pojawił się sympatyczny pan z tupetem zamawiam dwie kawy na początek wołając kolegę. Pan spojrzał na mnie z dobrotliwym uśmiechem i jakoś tak pod wąsem powiedział: kawę to ja panom oczywiście zrobię…. i w tym momencie zorientowałem się, że wparowałem na prywatną posesję a nie do lokalu. Aby nie przedłużać powiem tylko, że wszystko skończyło się tzw wesołym oberkiem. Nie było mowy o żadnej zapłacie za kawę ani dąsów za najście a przyjacielska pogawędka i śmiech z naszej gafy a nawet wspólne podziwianie przesympatycznego domku z drewna i naturalnego otoczenia itd. Pozdrawiamy więc właścicieli tego pięknego miejsca nad Tanwią z  zapewnieniem sympatycznej pamięci o tej przygodzie.


© Copyright Stary Retman, All rights Reserved. Written For: PANTA RHEI
Podziel się na:
  • Drukuj
  • Facebook
  • Twitter
  • Google Bookmarks