Smocza łódź na Nidzie

W tym tygodniu kajakarze z Klubu Pol-Survival PTTK Rzeszów pokonują Nidę. Dla urozmaicenia tego spływu, zwłaszcza młodym adeptom kajakarstwa popłynęliśmy w czwartek razem z nimi moją smoczą łodzią czyli opisanym w innym dziale dziewięciometrowym czółnem jednopiennym. I wszystko byłoby fajnie gdyby nie bardzo niski stan wody tej uroczej rzeki. Od mostu w Pińczowie chyba z kilometr w dół to w zasadzie szorowaliśmy brzuchem po piasku i nie było mowy o normalnym płynięciu (zanurzenie mamy 10-15 cm). Gdy woda nieco się pogłębiła ruszył się przeciwny wiatr i nasz „smok” z wielkim trudem posuwał się do przodu. Ratunkiem był zaburtowy silniczek elektryczny i mocny akumulator. Gdyby nie te wynalazki to wątpię abyśmy odcinek z Pińczowa do Chrobrza pokonali w jeden dzień. Kajakarze jakoś dawali sobie radę i mieli w planie dopłynąć do Jurkowa co zapewne im się udało. Ten odcinek Nidy pokonywałem po raz pierwszy nie miałem więc żadnej wiedzy czym sympatyczna rzeka nas zaskoczy. Poza feralnym odcinkiem tzw „pińczowskim” pozostała część trasy śliczna, ze sporą ilością malowniczo pochylonych nad wodą drzew no i firmowe danie Nidy: zakola, meandry, zakręty, małe plaże, czyli super. Gdyby jeszcze nieco więcej wody to byłoby ekstra. Na koniec podchodząc do przystani w Chrobrzu, przywaliliśmy solidnie lewą burtą w drewniany pal po starym moście. Te stare pale i inne pozostałości po wcześniejszych konstrukcjach to swoisty „urok” polskich rzek. Da się wybudować solidne nowe mosty a nie da się zlikwidować sterczących pozostałości stanowiących niejednokrotnie poważne zagrożenie dla wszelkiego pływającego sprzętu. Na zakończenie, sympatyczny starszy pan na miejscowej przystani serdecznie zachęcał do ponownych odwiedzin co znów nie tak często się zdarza. Żegnaj Nido – do zobaczenia jesienią. Ahoj!

© Copyright Stary Retman, All rights Reserved. Written For: PANTA RHEI
Podziel się na:
  • Drukuj
  • Facebook
  • Twitter
  • Google Bookmarks