Po bystrzach Dunajca 100 letnią dłubanką

Latem minionego roku w największe upały i najmniejszy na Dunajcu stan wody postanowiliśmy spłynąć przełomem i jeszcze trochę dalej. Ja Kazimierz piszący te słowa,  rezydujący nad Wisłą niemal naprzeciw Połańca,Zbyszek z Tarnowa, wytrawny kajakarz i podróżnik,oraz Witek zakopiańczyk,  też weteran wszelkich spływów. Start miał nastąpić z kempingu w Sromowcach Wyżnych, dokąd wraz z Witkiem i sprzętem dotarliśmy dnia poprzedniego a Zbyszek dołączył rano. Witek ma piękny kajak Carolinę, Zbyszek niezawodnego dmuchańca Tschibo, natomiast ja czarną 100kg łajbę jak w tytule.  Budziła ona duże zainteresowanie wśród koczujących na kempingu gości a co niektórzy nie mogli doczekać się momentu  wodowania i rwali się do pomocy przy zepchnięciu jej na wodę. I wystartowaliśmy w błysku turystycznych aparatów foto machając na pożegnanie wiosłami. Pięknie i dostojnie przepłynęliśmy obok przystani flisackiej w Sromowcach Niżnych, szczęśliwie jakieś bystrze spłynąłem a gdy nurt zaczął rozdzielać się wybrałem  lewą stronę i niedługo utknąłem na kamolach i płyciźnie z największym trudem przeciągając łódkę na głębszą wodę i jeszcze kilka razy ten manewr  musiałem powtórzyć. Miałem poważne obawy, że utknę na dobre i zakończę ten spływ całkiem niechlubnie . Na moje szczęście dotarłem do kolegów którzy byli znacznie z przodu i już razem  w pięknej scenerii pienińskich skał, towarzysząc turystom na flisackich tratwach nawet szczęśliwie  pokonywaliśmy kolejne bystrza, lądując przy kempingu w Krościenku. Tu oczywiście nocleg nad brzegiem pod namiotami, jakiś browar i wiśnióweczka na dobry sen.  Nie taki groźny ten Dunajec nam się wydał a mamy łącznie w trójkę niemal 200 latek na karku, żeby troszkę chłodniej zamiast żaru z nieba było by to wszystko super. Siedząc w Krościenku nad brzegiem widzieliśmy z drugiej strony rzeki dość pieniste bystrze i im bliżej  do startu tym większy budziło niepokój, zwłaszcza że nad brzegami mnóstwo ludzi i wypadało nie dać im powodu do śmiechu z  potencjalnej wywrotki któregoś z nas. Na taką okoliczność jako pierwszego wypuszczamy zawsze Zbyszka bo on ma dmuchańca który najlepiej się na białej wodzie spisuje. I tak jakoś trzymając wytyczony przez Zbyszka kurs szczęśliwie opuściliśmy gościnne Krościenko ” kulając się ” w dół rzeki, dmuchaniec prowadził wytyczając trasę, Carolina za nim a dłubanka przezornie ostatnia. Po pewnym czasie słyszymy jak woda szumi, niemal cały nurt zastawiony głazami, turyści przy brzegach się moczą ale płynąć przecież trzeba. Zbyszek pierwszy poszedł przy lewym brzegu, Witek zadaje się środkiem a ja bardziej z prawej, patrząc uważnie na wodę ale w pewnej chwili  widzę jak Witek fik … i się wykopyrtnął klasycznie między głazami, pół chłopa w wodzie, nogi w kajaku a w tej chwili ja łup w wielki głaz aż mnie wystrzeliło ze dwa metry ale moje czółno się zaklinowało. Wiosła na szczęście nie wypuściłem, więc drałuję pod prąd, Witek trzyma się kajaka i spływa żabką do brzegu,  Zbyszek goni za jego wiosłem a ludziska się cieszą jak dziadki moczą stare kości w Dunajcu. Finał był jednak optymistyczny, Zbyszek dogonił wiosło, Witek dopłynął do brzegu a ja dałem radę wyrwać swoją dłubankę z głazowego uścisku i po wylaniu wody,  ogarnięciu się trochę popłynęliśmy dalej. Dopiero na wysokości Jazowska nas przystopowało a mianowicie na takim naturalno-sztucznym progu z głazów spiętrzającym wodę dla potrzeb  toru kajakowego. Strach było próbować spłynąć tą [przeszkodę i obeszliśmy brzegiem spławiając sprzęt na cumach. Generalnie bystrza na Dunajcu są wspaniałe i jazda nimi też. Do atrakcji należy również wybieranie tras między głazami aby nie utknąć albo się nie wykopyrtnąć a chwila nieuwagi i całkiem realnie można często gęsto siedzieć w nurcie obok kajaka. Płynięcie 100 kg dłubanką to coś specjalnego zwłaszcza na bystrzach kiedy robi ona najpierw wielkie podskoki na falach aby za którymś razem dać nura w wodę i … siedzę sobie niby w łódce ale  najpierw  brzuchem pruję toń Dunajca a za chwilę wody już po pachy i dobrze jeżeli zdążę na płyciznę a gdy nie to wysiadka na środku, ciąg do brzegu,  wylewanie wody i łapanie  tego co spłynęło z nurtem.  Sposobem na takie przytapianie było by zakrycie dziobu łodzi ale na szlaku takiej możliwości nie było a ponadto koledzy mieli trochę atrakcji, z mojego nurkowania. Trochę zwątpiłem w ich bohaterstwo ponieważ za żadne skarby nie chcieli ani na chwilę zamienić się wzajemnie naszymi pływadłami. Z takimi i  podobnymi atrakcjami dociągnęliśmy do przedmieść Nowego Sącza skręcając w płycizny zaraz za mostem św Kingi a tam już kolejne atrakcje ? Trzy piękne panie na powitanie ? Niestety, miały swoich młodszych adoratorów, więc nie zbliżaliśmy się zbytnio a upał też dawał się we znaki . To już koniec spływu, chłopaki pakują i klarują sprzęt, żegnamy Zbyszka który ciągnie już do domu a my z Witkiem do Sromowiec po mojego Peugeota Partnera, któty wraz z przyczepką został tam na parkingu. Tu kolejne pożegnanie z Witkiem, on ma dom już na rzut beretem a ja jeszcze 200 do zaliczenia i ładowanie dłubanki pod Sączem. Wszystko pomyślnie sie zakończyło i …żegnaj piękna rzeko do następnego roku.

© Copyright muminek, All rights Reserved. Written For: PANTA RHEI
Podziel się na:
  • Drukuj
  • Facebook
  • Twitter
  • Google Bookmarks