Popradem do Starego Sącza

Długo zbieraliśmy się na ten spływ Popradem, ciągle któremuś z nas wypadały jakieś przeszkody. Ostatnią która budziła zwątpienie był niski stan wody jak niemal w każdej rzece tego lata. Jadąc wzdłuż Popradu odnosiło się wrażenie, że nie ma szans popłynąć. Gdy w okolicach Leluchowa zeszliśmy do samej wody już znacznie lepiej to wyglądało no i wystartowaliśmy jakoś tzn ja Kazimierz, pożyczonym kajaczkiem plażowym i Zbyszek, też gumowcem ale profesjonalnym. Sama radość, przyroda piękna, ludzi niewiele a Poprad o ten dość wymagający. Trzeba wytężać mocno wzrok aby między głazami się prześlizgnąć i nie wysiadać bo to przecież nie honor, mamy płynąć a nie burłaczyć. Pod tym względem nawet lepiej było w górnym odcinku a najgorzej gdzieś pośrodku trasy drugiego dnia, ponieważ koryto się poszerzyło, kamieni przybyło i kilka razy trzeba było zamoczyć nogi pomagając sobie krótkim spacerem. Te niedogodności wynagradzały długie bystrza gdzie jazda była fantastyczna i ze sporą dawką andrealiny a to z obawy aby nie rozpruć dna i nie zakończyć eskapady przedwcześnie. Niestety mój kajaczek miał trochę pecha gdy w pewnym spienionym miejscu wsadziłem jakoś wiosło między głazy na pełnej szybkości i …..trach tylko kikut z jednym piórem został w rękach. A wiosełko było ekstra dobrej niemieckiej firmy i wiele rzek i spływów widziało aż Poprad mu dał radę. Niestety nie znaleźliśmy złamanej drugiej połowy i Zbyszek w ramach partnerskiej współpracy wziął mnie na hol. Jakoś to szło ale lawirowanie w poszukiwaniu optymalnej trasy już się nie udawało. Do pozostałej części wiosła przywiązałem kawałek nadbrzeżnego kija i popłynąłem sam. Nawet nie było źle ale poczułem iż od pewnego czasu coś miękko pod siedzeniem mi się zrobiło, nie przerwałem jednak biegu ąż do czasu gdy walnąłem pewną częścią ciała / tam gdzie plecy mają swój szlachetny koniec/ w jakiś kamol , aż mnie wyprostowało. Okazało się że dno rozprute na dziesięć centymetrów i problem. Tu swój profesjonalizm pokazał Zbycho dysponując całym arsenałem akcesoriów do czyszczenia i klejenia powłoki. Jakoś to zaklajstrowaliśmy tak na 80% i dociągnęliśmy do mety. Reasumując: ten wypad okazał się wodniacko chyba lepszy od Dunajca nawet, bo bystrza jakby dłuższe i ekwilibrystyka między głazami wyjątkowa. Pływajcie Popradem gdy mało wody bo naprawdę warto. Miejsc na obóz przy brzegach nie brakuje, pociągi jeżdżą niemal nad głowami samochody też, ciekawe uzdrowiska po drodze, czyli fajno jest.

© Copyright muminek, All rights Reserved. Written For: PANTA RHEI
Podziel się na:
  • Drukuj
  • Facebook
  • Twitter
  • Google Bookmarks
Tagi: ,